12 października minęła 63. rocznica tragicznej i krwawej Bitwy pod Lenino – pierwszej bitwy jaką przyszło stoczyć sformowanej sześć miesięcy wcześniej 1 Dywizji Piechoty im.Tadeusza Kościuszki. 8 maja 1943 roku rząd radziecki zgodził się na sformowanie w ZSRR polskiej jednostki, która nosić miała imię Tadeusza Kościuszki. Starania Związku Patriotów Polskich i samej Wandy Wasilewskiej nie poszły na marne; po raz drugi w tej wojnie na terenie Związku Sowieckiego miało być tworzone polskie wojsko. Dowódcą 1. Dywizji Piechoty zostaje płk Zygmunt Berling, dezerter z armii gen. Władysława Andersa, ewakuowanej przed niespełna rokiem do Iranu. Zastępcą dowódcy mianowany jest mjr Włodzimierz Sokorski. Miejscem pierwszego zakwaterowania przyszłych "kościuszkowców" stają się Sielce nad Oką, gdzie 15 lipca (w dzień rocznicy bitwy pod Grunwaldem) tego samego roku żołnierze złożyli przysięgę, której tekst widoczny jest powyżej. 12 tys. wybiedzonych i wynędzniałych ludzi, z których większość wydostała się na wolność po trzech latach niewoli w sowieckich łagrach.
Wcielenie do armii Berlinga było zatem jedynym ratunkiem przed niechybną śmiercią, jaka czekała ich na "nieludzkiej ziemi". 31 sierpnia Polacy wyruszyli z Sielc do rejonu Wiaźmy. Tam też odbyli szkolenie bojowe, trwające od 10 września. 23 września przemieścili się, kierując się w stronę Lenino. 10 października Polacy zluzowali oddziały radzieckie, znajdując się teraz w pierwszej linii frontu. Wspominający poprzedzające bitwę dni i godziny, mówią o nerwowym napięciu, jakie towarzyszyło im, gdy niemieckie pozycje znajdowały się już tak blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki. Tadeusz Rutkowski mówi chociażby o niecierpliwości jednego z kanonierów, który raz po raz pytał swego dowódcy, kiedy otworzą ogień. Po zluzowaniu radzieckich żołnierzy Polacy mieli zapoczątkować swój szlak bojowy. 11 października, mianowany do stopnia generała, Zygmunt Berling zwołał odprawę sztabu i liniową. 12 października o świcie, a więc zgodnie z wcześniejszymi założeniami, rusza do walki polska jednostka.
Po przygotowaniu artyleryjskim o 6 padł rozkaz do uderzenia. Naprzeciw Polaków znajdowała się 327. dywizja niemiecka walcząca w składzie 89. korpusu piechoty 4. Armii Grupy Armii "Środek". W pierwszej linii natarcia posuwał się pierwszy batalion 1. pułku piechoty. I batalionowi udało się opanować pierwszą transzeję (linia obrony - rowy, stanowiska artylerii, okopy, gniazda). Po prawej stronie do ataku rusza 2. pp oraz 12. Dywizja Piechoty, po lewej 290. Dywizja Piechoty, lecz nie udaje im się odnieść takiego sukcesu, jak 1. pp. Dowódca 1. pp, mjr Lachowicz (istnieją pewne rozbieżności co do nazwiska, gdyż Włodzimierz Sokorski podaje wersję "Lechowicz"), oraz jego oddział samotnie walczą z hitlerowskimi żołnierzami, gdyż ich sąsiedzi zostali odrzuceni celnym ogniem niemieckich ckm-ów. Dowódca pułku poległ od wybuchu miny niedaleko Jesipowa. Zastąpił go por. Paziński. W luki pomiędzy polskimi oddziałami zaczynają się wdzierać Niemcy, uniemożliwiając skuteczne ataki. Nieprzyjaciel zabija również por.
Pazińskiego, mimo to pułk walczy nadal, wdzierając się w rejon Trigubowej i biorąc do niewoli 25 jeńców. Uderzenie na miejscowość wspomaga radziecki 885. pp, jednak nie udaje się jej zdobyć. Na odsłonięte skrzydło pułku uderzają teraz Niemcy. Polskie czołgi utknęły podczas przeprawy przez Miereję i nie mogły wesprzeć swym ogniem oddziałów piechoty. Dopiero po uderzeniu 2. i 3. batalionu udaje się opanować ciężką sytuację 1. batalionu, wycofującego się spod Trigubowej. Kolejne natarcie pozwala ponownie na atak na miejscowość, lecz ogień niemiecki po raz kolejny zatrzymuje Polaków. 1. pp zaczyna się kończyć amunicja. Przysłanie posiłków nie wchodzi w grę, gdyż nad głowami walczących panuje niemieckie lotnictwo. Pułk ratuje włączenie się do walki 67. radzieckiej brygady haubic i dotarcie kilku czołgów, którym w końcu udało się sforsować bagnistą Miereję. O 15.30 wróg rozpoczyna kolejne natarcie, w wyniku którego Polacy zostają odrzuceni o 300 metrów od Trigubowej. 2. pp zmuszony jest do opuszczenia Połzuchów, które opanował około godz. 13.00. Cały czas trwają silne naloty, szczególnie 1. pp narażony był na atak z powietrza, gdyż znajdował się w pierwszej linii. Około godziny 18.00 Niemcy zaatakowali ponownie. Tym razem celem stały się skrzydła 1. i 3. batalionu 2. pp. Walki 2. pp trwały przez całą noc z 12 na 13 października, lecz napór hitlerowskich wojsk udało się odeprzeć. Ok. 21.00 dowódca rozkazuje zluzować wykrwawiony całodziennymi walkami 1. pp. Całkowite zluzowanie siłami 3. pp następuje około godz. 2.00. Nad ranem po raz kolejny odzywa się polska i radziecka artyleria, przygotowując nowe natarcie 2. i 3. pp, które rusza o 8.00. W porannych walkach piechotę wspierało 16 czołgów. Od 10.00. to Niemcy zaczęli uzyskiwać przewagę, wobec czego gen. Berling rozkazał przejść do obrony na zdobytych pozycjach. O 17.00 dowódca 33. armii zadecydował o zluzowaniu polskich jednostek siłami radzieckimi. W nocnych walkach 2. pp wykazał się męstwem, jeszcze raz zdobywając Połzuchy. Nad ranem linię obrony przekazał on 531. pp, natomiast 3. pp - 420. pp. Pierwszy bój, choć okupiony ciężkimi stratami, był zwycięski.

W dotychczasowej historiografii bitwa pod Lenino i udział w niej 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki przedstawiana była dosyć jednostronnie. Nie akcentowano w zasadzie faktu, iż żołnierze polscy nie byli jeszcze należycie przygotowani do udziału w działaniach bojowych. Nie byli jeszcze w pełni wyszkolonym wojskiem, przede wszystkim nie byli jednak jeszcze przygotowani psychicznie do udziału w tak ciężkim boju, do jakiego doszło pod Lenino. Nie sprawdziły się zapewnienia gen. Gordowa o zmiażdżeniu obrony niemieckiej potężnym ogniem prowadzonym w ramach przygotowania artyleryjskiego. Całkowicie bezpodstawne okazały się oczekiwania, że przeciwnik pod wpływem nawały artyleryjskiej wycofa się z zajmowanych pozycji obronnych. Twardy opór żołnierzy niemieckich zaskoczył kościuszkowców. Mimo to szli naprzód, nie kładąc się, strzelali z marszu. Silny ogień niemiecki spowodował jednakże u części polskich piechurów panikę, która sprawiła, iż niektórzy z nich porzucili szyk bojowy, chowając się w wąwozach przed atakującym lotnictwem nieprzyjaciela. Piechota polska odpierała kontrataki niemieckie często w walce wręcz. Bez odpowiedniego wsparcia czołgów i artylerii nie mogła niestety odnieść sukcesu. Nie było również należytego współdziałania pułków pierwszorzutowych. Do dużych strat w szeregach polskich przyczyniła się także — niestety — zbytnia, niekiedy wręcz zupełnie bezmyślna, brawura. Sam dowódca 1. DP, gen. Zygmunt Berling pod adresem własnego sztabu skierował zarzut słabej organizacji jego pracy, brak należytego współdziałania sztabów pułków. Wytykał braki w systemie zaopatrywania i działalności służby medycznej. Z pola widzenia nie może znikać rola i popełnione błędy przez samego Berlinga. To on przecież nie zapewnił wsparcia piechoty czołgami, które na skutek niedbalstwa i nie przygotowania odpowiednich podejść do Mierei grzęzły w podmokłym terenie. Nie bez winy jest również dowódca 33. armii, gen. Gordow. Jednym z głównych zarzutów pod jego adresem jest wymuszenie na Berlingu przeprowadzenie niepotrzebnego rozpoznania walką oraz fatalne wykonanie artyleryjskiego przygotowania natarcia. Decyzja o jego skróceniu w znacznej mierze zaważyła później na przebiegu działań bojowych. Za błędy Gordowa żołnierze polscy ponieśli krwawą ofiarę. Oceniając bitwę pod Lenino z wojskowego punktu widzenia trzeba podkreślić, iż 1. DP, nacierając z wielkim animuszem, związała znaczną część sił nieprzyjaciela przed swoim frontem, zadając mu przy tym dotkliwe straty. Przełamała pierwszą linię niemieckiej obrony, stwarzając warunki dla wprowadzenia radzieckiego 5. korpusu zmechanizowanego.
Wysiłek kościuszkowców nie został jednak należycie wyzyskany i tym samym nie przerodził się w sukces operacyjny. Działania ofensywne 1. DP nie zostały powiązane z natarciem całości sił 33. armii gen. Gordowa i armii sąsiednich. Działając samodzielnie dywizja polska nie była w stanie przełamać obrony niemieckiej i wyjść nad Dniepr. Większe znaczenie miał natomiast aspekt polityczny udziału polskiej dywizji w bitwie pod Lenino. Pierwsza walka kościuszkowców i poniesione przez nią poważne straty spowodowały znaczny rozgłos, umiejętnie zresztą wykorzystany przez Stalina w trakcie rozmów, jakie prowadził on w listopadzie 1943 roku z sojusznikami anglosaskimi w Teheranie. Udział Polaków w bitwie pod Lenino dał Stalinowi silny argument wzmacniający pozycję tzw. lewicy polskiej w Związku Radzieckim, konkurującej z polskim rządem w Londynie i osłabiający rolę tego rządu w oczach polityków brytyjskich i amerykańskich. Przywódca ZSRR mógł teraz przedstawić Amerykanom i Brytyjczykom Związek Patriotów Polskich, jako polską reprezentację polityczną, dysponującą liczącą się siłą wojskową.