Mateusz Damięcki: „Nie ja wybrałem Rosję, tylko ona mnie”

Młody, utalentowany, przystojny. Grał w produkcjach historycznych, obyczajowych, w serialach oraz w filmie tanecznym. Doskonale odnajduje się w każdej z ról, tworząc ciekawe postaci. Jest Polakiem, który pokochał Rosję od pierwszego wejrzenia. Dziś opowie nam jak to się stało. Z Mateuszem Damięckim rozmawia Marika Krajniewska.– Opowiedz w jaki sposób w Twoim życiu pojawiła się Rosja.

Pierwsze zetknięcie się z Rosją miałem w wieku siedemnastu lat. Było to przy castingu do filmu Русский бунт. Nie znałem wówczas ani lektur Puszkina, ani tym bardziej nie znałem sławy jaką rosyjski pisarz cieszy się wśród Rosjan.
Miałeś okazję się tego wszystkiego dowiedzieć.
Przed castingiem sprawdzałem w encyklopedii co to za pisarz i co napisał, choć mama pokazywała mi w dzieciństwie bajki Puszkina, które jak się okazało mieliśmy w domu. Po pierwszym castingu, wyjechałem na drugi już do Moskwy i to był mój pierwszy wyjazd do Rosji.
Języka nie znałeś?
Przed wyjazdem do Moskwy znałem dwa słowa: спасибо i галстук, oczywiście zdarzało mi się je mylić i kiedy chciałem komuś podziękować mówiłem krawat, i odwrotnie.
Co w tej Moskwie zobaczyłeś? Czym Cię ujęła?
Przed wyjazdem do Moskwy największym budynkiem dla mnie był warszawski Pałac Kultury, który mnie przerażał. W Moskwie nagle zobaczyłem takich budynków jedenaście, które były jeszcze większe, potężniejsze. Zobaczyłem przestrzeń, monumentalizm, zacząłem szukać i pytać. Słuchałem historii. Jedna staruszka na przykład, odpowiadając na moje pytanie,poinformowała mnie, że Łubianka rzeczywiście istnieje, tylko, że tak naprawdę znajduje się pod ziemią…
Moja Moskwa i Rosja w wieku lat siedemnastu to mundur oficera Griniowa z armii Katarzyny II, w który mnie ubrali podczas kręcenia filmu. Historia i kraj mnie wchłonęły także dzięki postaci, w którą się całym sobą wcieliłem. Stałem się Rosjaninem z armii carskiej w czasach, o których opowiada film. Do dziś mam szpadę, którą dostałem od kaskaderów i doskonale pamiętam smak семечек w ustach.
Gdzie był kręcony film?
W Moskwie, Petersburgu oraz na bliskiej Syberii, tuż przed Uralem. Była zima, panował mróz poniżej czterdziestu stopni. I pewnego mroźnego dnia kamery przestały pracować. Było wtedy -44 – w tej temperaturze zamarza ich mechanizm. Mieliśmy pięć dni przestoju i wtedy również miałem okazję, aby poznać czym jest Rosja. Byliśmy wtedy w Orenburgu, codziennie się przechodziło przez targ. Pamiętam soczyste czerwone granaty, które jedliśmy wówczas w dużych ilościach.
Co najbardziej zapamiętałeś ze swojego pierwszego wyjazdu na Syberię?
Zafascynowało mnie to, że mieszkają tam ludzie bez policzków czy bez uszu, bo im poodmarzały, że są ludzie, którym wystarczy przez 365 dni kapusta, że ludzie potrafią w ten sposób żyć i żyją. I z fascynacji Wschodem zrodziła się chęć zgłębienia Rosji dalej. Co uczyniliśmy w tym roku. Pojechaliśmy trzema samochodami. Wyruszyliśmy z Warszawy i dotarliśmy do Magadanu.
Kiedy zetknąłeś się z Petersburgiem?
Po raz pierwszy przy okazji kręcenia filmu. Mieliśmy dwutygodniową przerwę między zdjęciami, którą wykorzystałem na samotne wyprawy po mieście. Po dwóch tygodniach znałem lepiej Petersburg niż Warszawę. Wędrowałem ulicami, uliczkami, drążyłem i pytałem, poznawałem historię miejsc, budynków, ludzi i się zachwyciłem. Co ciekawe jeszcze nigdy nie pojechałem do Petersburga w białe noce bo chcę zostawić to sobie na deser. Deser życia. Póki co wystarczy mi opis białych nocy z książki Josifa Brodskiego, który pisze, że w białe noce w Petersburgu jest tak cicho, że można usłyszeć dźwięk upadającej łyżki w Finlandii. To też mnie fascynuje, że można w ten sposób opisać zjawisko białych nocy, co świadczy o tym, że zaostrzają się wówczas wszystkie zmysły.
Jakimi postrzegłeś Rosjan?
Dla mnie miejsca to przede wszystkim ludzie. Dlatego, poznając miejsca, widzę otaczających mnie ludzi. Pierwszy raz Rosję poznałem poprzez specyficznych ludzi, ludzi znanych, rozpoznawalnych, kochanych przez tłumy. To był Вова Машков, Вова Ильин. Wtedy zobaczyłem, jak publiczność w Rosji odnosi się na ulicy do swoich idoli. W odróżnieniu od Polski, wielbienie które na każdym kroku przejawiały tłumy było pozbawione natręctwa, chamstwa. Zdarzyło mi się na ósmym piętrze, w pokoju hotelowym w Orenburgu gotować uchę razem z rosyjskimi aktorami, poznałem lidera grupy Lube, czekającego na koncert, który miał się odbyć w Filharmonii Orenburskiej. Od tej pory uwielbiał Lube i czekam na 26 lutego, kiedy zespół przyjedzie do Warszawy.
No dobrze, ale z pewnością spotkałeś na swojej drodze Rosjan anonimowych, przechodniów, masz jakieś wyraziste wspomnienia takich spotkań?
Jednym z takich wspomnień była wizyta na Placu Czerwonym, kiedy tuż przy Mauzoleum pełnił wartę mój rówieśnik wtedy, czyli chłopiec w wieku siedemnastu-osiemnastu lat. Pamiętam, jak się do mnie zwrócił ostrym tonem, podniesionym głosem: „руки из карманов, сними шапку, жвачка!” Byłem wtedy z mamą, spytałem ją, dlaczego ten żołnierz jest taki srogi. Zdumiałem się na jej odpowiedź, że jest to chłopiec w tym samym wieku, ale ma przewagę nade mną w postaci kałasznikowa. Wtedy to było dla mnie dziwne, nie do przyjęcia.
A jacy są ludzie na Syberii? Różnią się od Rosjan z Moskwy, Petersburga?
Mateusz DamięckiNa Syberii od każdej napotkanej osoby otrzymywaliśmy jakiś dar. Ludzie pragnęli dawać i ofiarowali nam jedzenie, nocleg, pomoc. Tu nikt nie dba o otoczkę zewnętrzną, nie starają się ukryć prezent pod piękną warstwą papieru. Zupełnie w innych kategoriach odbiera się tu ludzką pomoc. Spotkaliśmy na swej drodze człowieka, który przez cały tydzień pomagał nam naprawiać głowicę w aucie, załatwiał, chodził, prosił, dzwonił, ponaglał, zajmował się wszystkim, aby nam pomóc. Kiedy go spytałem dlaczego nam pomaga, odpowiedział że w swoim życiu wiele złego uczynił, będąc milicjantem w latach osiemdziesiątych. Teraz, chcąc ocalić siebie czuje potrzebę pomagania innym. Z kolei najbardziej wyrazistą postacią był dla mnie Witalij Malygin, którego spotkaliśmy dojeżdżając do Magadanu.Spytał skąd jesteśmy i podał swój telefon, zapraszając do swojego hotelu w mieście. Nie planowaliśmy dłuższego postoju, ale kiedy dotarliśmy do Magadanu, postanowiliśmy zadzwonić do Witalija i zapytać czy jego zaproszenie jest nadal aktualne. Był bardzo wzruszony i autentycznie szczęśliwy, że zechcieliśmy przyjąć jego zaproszenie. Nie było mowy o pobieraniu od nas pieniędzy za noclegi. On czuł się szczęśliwy, że mógł nam pomóc. Chciał z nami przebywać, chciał opowiadać nam o miejscu, w którym żyje. Czerpał z tego radość. Rosjanie to naród pełen kontrastów i skrajności, ale też, a może przede wszystkim romantyzmu. Romantyzmu w nich jest więcej niż czegokolwiek innego. Co ciekawe, chyba nie ma Rosjanina, w którego rodzinie nie znalazłaby się jakaś ciekawa, wstrząsająca historia. Czuję to słuchając Okudżawy czy Wysockiego. Banalne, jednak prawdziwe.
Rosja zadziwia i zaskakuje.
Tak, np. tym, że w wieku siedemnastu lat, kiedy wracaliśmy do Polski, biegłem z szpadą w dłoni po pasie startowym na lotnisku, bo spóźniłem się na autobus, który miał mnie do tego samolotu zawieźć. I kiedy dobiegłem do samolotu, wbiegłem po schodkach i zapukałem do zamkniętych już drzwi, otworzyła mi stewardesa, która bez cienia zdziwienia wpuściła mnie do środka.
Czy Rosja, Twoja Rosja jest magiczna?
Na wyprawie po Syberii, gdzieś w okolicach Kazania, znalazłem na drodze krzyż. Wziąłem go do samochodu, pomyślałem, że może będzie takim talizmanem w podróży. Od tej pory zaczął nas prześladować pech. Wtedy zobaczył ten krzyż mężczyzna, o którym już wspominałem, ten który pomagał nam naprawiać samochód. Kazał mi od razu zawieść krzyż do cerkwi, pytał, czy chcę czyjś krzyż na barkach nosić. W ten sposób oddałem krzyż. Szczęście zaczęło znowu nam dopisywać. W Petersburgu też przeżyłem magiczne chwile. Byliśmy z kolegą przy Ermitażu, zeszliśmy bliżej Newy i patrzyliśmy na zachodzące słońce, odbijające się w wodzie. I nagle nad naszymi głowami zaczęły szybować ogromne papierowe samoloty. Okazało się, że marynarze, w swoich mundurach z szerokimi spodniami, stoją na okrągłym balkonie na szczycie admiralicji z wielkimi arkuszami papieru i składają samoloty.
Reagujesz, jak słyszysz na ulicy język rosyjski?
Tak, zazwyczaj podchodzę albo kręcę się w pobliżu. Uwielbiam język rosyjski. Nauczyłem się go bardzo szybko, przebywając w Rosji. Nie chciałem za pośrednictwem tłumaczki mówić jak bardzo mi się podoba dziewczyna z garderoby. Sam musiałem to powiedzieć. Pomogli mi w dużym stopniu kaskaderzy i pirotechnicy, ucząc słówek.
Czy planujesz kolejne wyprawy w głąb Rosji?
Na pewno wybiorę się ponownie, chciałbym odwiedzić pozostałe zakątki Syberii. Bardzo lubię czytać Kapuścińskiego, który opisywał Syberię. Pamiętam, jak przeczytałem, jak opisywał opowieść dziewczynki, mieszkającej na Syberii, która opowiadała o korytarzach w zamarzniętej mgle, korytarzach stworzonych przez idących ludzi. Rosja jest chyba jedynym takim miejscem, gdzie poezja bardzo wkracza w rzeczywistość.
Ładnie powiedziane.
A to wydaje mi się, przez skrajności, których tam jest bardzo dużo.
Słuchając Ciebie, nie da się nie zauważyć, że zakochałeś się w Rosji.
Mateusz DamięckiCzęsto zarzucają mi, że jestem rusofilem, że nie jestem obiektywny, że nie znam historii. Ja jednak historię Rosji znam. Poznałem nie tylko jej dzieje, ale i różne opowieści. I właśnie znając historię i ją przyjmując, uważam, że nie należy się tak zacietrzewiać wspominając to co było. Nie można pod żadnym pozorem zapomnieć, ale trzeba pewne prawdy historyczne nauczyć się „przeskakiwać“, być ponad nimi. Poza tym, kiedy ktoś wspomina o mojej miłości do Rosji, ja stwierdzam, iż mam doskonałe alibi – nie ja wybrałem Rosję, tylko ona mnie. I jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu.
A czy kuchnia rosyjska ci odpowiada?
W Moskwie najbardziej smakuje mi jedzenie w chińskiej restauracji, bo z tym jedzeniem rosyjskim jest właśnie problem. Dobrze zrobione пельмени zjem chętnie, ale nic poza tym.
Powiedz na koniec jeszcze w jaką postać wcielisz się w najbliższym czasie?

Już niedługo zaczynam zdjęcia do niemieckiej produkcji. Film pod roboczym tytułem: „Wspomnienie“ opowiada historię, opartą na wydarzeniach, które naprawdę miały miejsce. Zagram zbiega z Oświęcimia, któremu powiodła się ucieczka. Przebrany w mundur esesmana, wyszedł z obozu wraz ze swą ukochaną. Historia jest naprawdę przepiękna.