Wywiad z Rajmundem Piotrowskim (1922–2009) — Panie Profesorze, proszę, by powiedział Pan o motywach zajmowania się sprawami polskimi.
Sądzę, że moja sytuacja i moja pozycja są absolutnie typowe dla Polaków z mego pokolenia, urodzonych w Związku Radzieckim. W ciągu pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat nie mieliśmy żadnej możliwości odczuć, że jesteśmy Polakami, w pełnym sensie tego słowa. Zapis w paszporcie: „Polak” i polskie nazwisko, dla władz bolszewickich, sowieckich stanowiło jakieś piętno. Polak był dla nich podejrzanym człowiekiem, jakimś półszpiegiem, półdywersantem, chorym umysłowo itp. I dlatego tylko w wąskim gronie mogliśmy rozmawiać o kulturze polskiej, o historii, o polskich sprawach. Kiedy w końcu lat osiemdziesiątych zaczęła się zmieniać sytuacja, to dziewięćdziesiąt procent inteligencji, a także ludzi z innych grup społecznych, zaczęło odczuwać możliwość samorealizacji.
— Kiedy to było dokładnie?
W latach 1988-1989 zaczęła się eksplozja ruchów narodowościowych i to nie tylko Polaków, ale Ukraińców, Gruzinów, Bałtów itd. Pamiętam, jak przyszła do mnie pani z mojej katedry, nie pamiętam jej nazwiska, wyjechała na stale do Francji i ona powiedziała mi, że organizuje się jakieś polskie kółko i że może mnie to zainteresuje. Porozmawialiśmy o tym, lecz nie było jasne, jak się ten polski ruch rozwinie. A potem było spotkanie i powołanie polskiego klubu. Zebraliśmy się w Domu Przyjaźni i coś zaczęło się dziać.
— Czy były inne inicjatywy?
Tak, była jeszcze jedna próba. Jej inicjatorem był pan Biernacki, który organizował jakieś polskie kółko, ale bardzo upolitycznione. Nic z tego nie wyszło.
— Czy może Pan podać nazwiska organizatorów polskiego koła?
Tak, organizowały je: Teresa Konopielko, Wiesława Sawinowa, major Dzeń i jego żona.
— Panią Konopielko i Sawinową znam, a pan Dzeń?
Pan Bronisław Dzeń urodził się pod Leningradem w Gatczynie. Pochodzi z rodziny polsko-łotewskiej, ale odczucia ma bardziej polskie niż łotewskie. W czasie wojny skończył studia, zdaje się, że w Akademii Leśnej. Walczył w partyzantce pod Leningradem w 1941 roku, potem był ewakuowany przez Ładogę, był gdzieś tam na wschodzie w jakimś batalionie robotniczym. W 1943 roku wstąpił do Wojska Polskiego, do Dywizji Kościuszkowskiej. Skończył w Sielcach pod Riazaniem szkołę oficerską i potem zrobił karierę wojskową. W latach sześćdziesiątych wrócił do Petersburga.— Jakie są, według Pana, najważniejsze wartości?
Można powiedzieć tak, że ja cenię najbardziej słowo i oczekuję, żeby słowo-obietnica było wypełnione nie tylko dzisiaj, ale już na całe życie. W naszych czasach jest to wartość najważniejsza. Tutaj, na obszarze Związku Radzieckiego nie dotrzymuje się słowa i to wszędzie; w relacjach międzyludzkich, w organizacjach społecznych, ekonomicznych itd.
— Jak Pan to rozumie?
Moje poglądy polityczne i społeczne ukształtowały się dawno temu. Kiedy miałem osiem lat, straciłem ojca i już wtedy wiele zrozumiałem, ponad sześćdziesiąt lat temu Zrozumiałem, jak to wszystko działało. Moim zdaniem, najstraszniejszą i najcięższą wina ustroju było moralne zrujnowanie jednostki. To zupełna bujda, że naród sowiecki był zawsze jednolity. Jednak dzięki ludziom, którzy byli prawdziwymi fanatykami, było tak: „Dzisiaj idę za Trockim, a jutro, jeśli chcę żyć, to muszę iść za Stalinem”. I ten człowiek naprawdę uważał, że tak trzeba postępować, bo partia tak powiedziała. A jutro, czy pojutrze, gdy partia powie inaczej, to trzeba postępować inaczej. To było zupełnie tak, jak w Niemczech faszystowskich, gdy fürer dziś powiedział, że trzeba zabijać Żydów, Polaków, Japończyków, to ich zabijam, a jeśli nazajutrz powiedział, że Japończycy też są rasy aryjskiej, to przestaje ich zabijać.
— Czy takie polecenia partyjne godziły w Polaków mieszkających w ZSRR i w ich interesy?
Otwarcie takich poleceń nie było. Chociaż, na przykład podczas procesów w latach trzydziestych, pamiętam to, bo miałem 12–13 lat, jeśli pojawiało się polskie nazwisko, to znaczyło, że był to szpieg. W tych latach było trzech głównych szpiegów: niemiecki, polski i japoński, no i może łotewski, może angielski, ale tych głównych było trzech. I zależało to jeszcze od regionu. Jeśli na Białorusi – to szpieg polski, jak na Ukrainie – to albo niemiecki, albo polski, jak w Petersburgu – to niemiecki albo fiński, a jak na Dalekim Wschodzie to japoński.
— Czy w tamtych czasach były prostalinowskie organizacje, które zajmowały się sprawami Polskimi. Może jakiś Związek Polaków, jakaś „Polonia”, czy coś innego.
Naturalnie. Do 1938 roku istniał w Petersburgu Klub Polski. Były to pozostałości z czasów trockistowskich i leninowskich. Władze sowieckie przygotowywały piątą kolumnę, istniał więc Klub Polski, Klub Łotewski, Klub Fiński itp. Działalność tych klubów była zabarwiona odpowiednią ideologia. Dobrane wiersze, literatura kształtowały nastroje. Ale to wszystko skończyło się w 1938 roku. Zmieniła się polityka i jest zupełną dla tajemnicą, dlaczego Stalin zaczął wymordowywać nie tylko przeciętnych Polaków, nie związanych z ruchami komunistycznymi, ale w pierwszym rzędzie Polaków z armii, z NKWD, z przemysłu. Jako pierwsi poszli na rozstrzelanie Polacy – komuniści. A potem szli szarzy, przeciętni ludzie, którzy po prostu chcieli przetrwać. Za moich czasów nie było już aktywnych bojowników. Pozostała zupełna masa, a ja i moi koledzy w tej masie. Każdy z nas się bał, każdy chciał przetrwać. Dla każdego z nas powiedzenie czy napisanie, że Stalin jest wielki, było czymś normalnym. Ja też pisałem takie artykuły i zaczynałem od słów, że : Wielki Stalin powiedział” i tak dwa, trzy zdania, a potem tekst. Wtedy tego nie rozumiałem jako jakiejś gry, przyjmowałem to poważnie, a teraz juz to rozumiem.— Jakie wartości, które ceni Pan najwyżej jako mężczyzna?
Jako mężczyzna uznaję oczywiście odwagę i to nie tylko fizyczną czy przejawianą w sytuacjach wojennych. Najbardziej cenię odwagę w sprawach społecznych i to jest znów związane z dotrzymywaniem słowa.
— A wartości związane z ruchem społecznym, w tym także narodowym?
Myślę, że w tej dziedzinie człowiek chce działać i ponadto musi przyjmować na siebie odpowiedzialność za swe działania. Musi myśleć strategicznie, musi mieć jakiś cel, jakąś koncepcję. A to znów związane jest ze słowem, bo człowiek musi swą koncepcję sformułować.
— Zatem jakie są Pańskie cele jako Prezesa „Polonii” i jaka jest Pańska strategia?
Bardzo prosta i nieskomplikowana, a nawet przyziemna. Mój cel to repolonizacja Polaków mieszkających w Petersburgu. To pierwszy cel. Drugi – jest może trochę romantyczny – to „polonizacja” tych niewielkich grup inteligencji petersburskiej, które żywią ciepłe uczucia i przejawiają zainteresowanie polską kulturą. Jest i taka ludność. Petersburg nie jest typowym rosyjskim miastem. Jest miastem na wpół europejskim, otwartym na Zachód. W tradycji petersburskiej już od czasów Piotra Wielkiego zainteresowanie polską kulturą było znaczne.
— Z czyjej strony?
Ze strony młodej inteligencji i inteligencji rosyjskiej w średnim wieku.
— Czy i teraz zainteresowani polską kulturą są głównie inteligenci?
Tak, głównie to inteligencja. Na przykład, co roku prowadzę małe kółko studentów na moim uniwersytecie. Są to dziewczęta i chłopcy w wieku 17-18 lat. Przez cały rok uczą się języka polskiego, rozmawiamy o polskiej kulturze. Te grupki liczą zwykle 15-20 osób.
— Czy mógłby Pan wymienić nazwiska liderów ruchu polskiego w Petersburgu oraz na terenach byłego Związku Radzieckiego?
Wymieniłbym pana Leona Piskorskiego, który jest wiceprezesem Związku Polaków w Petersburgu. Pani Romanowa jest prezesem w Moskwie. Jest także pani Izolda Nowosiołowa w Irkucku, pan Butrymowicz w Smoleńsku. Spośród członków Polonii mogę wyróżnić pana Zbigniewa Szeninga, Walentynę Perkowską, nowego mojego zastępcę – pana Borowskiego i naturalnie, panią Teresę Konopielko. Osoby te zajmują mocne pozycje w polskim ruchu, cieszą się autorytetem, chociaż moje stosunki z wymienionymi osobami układają się różnie. Na przykład, my nie wstąpiliśmy do Związku Polaków Rosji i dlatego moje stosunki z panią Romanową są dość chłodne, chociaż ma ona duży autorytet.— Co to znaczy?
Do niej przychodzą, przyjeżdżają Polacy z całej Rosji. Może ten autorytet polega nie na wartościach naukowych, może polega on na interesach ekonomicznych, tego nie wiem, ale ma autorytet, to fakt.
— A pani Izolda z Irkucka?
Wydaje mi się, że jest bardzo energiczna i nie odstępuje od swych zamiarów strategicznych. Ona jest żywym przykładem repolonizacji, bo jeszcze 3-4 lata temu nie mówiła po polsku, a teraz mówi już bardzo ładnie.
— Czy ta Pani jest osobą powszechnie znaną?
Nie, nie. Ona jest dla nas wszystkich symbolem tego, że polskość w Irkucku istnieje.
— A inne osoby, które pan wymienił?
Pan Leon Piskorski jest fanatycznie oddany sprawom polskim, chociaż jest osobą kontrowersyjną. Ale ponieważ jest oddany polskim sprawom, możemy pokłócić się, powiedzieć sobie rzeczy nieprzyjemne, a potem razem pracować. Pan Butrymowicz ze Smoleńska ma niełatwą sytuację, bo w tym mieście panują antypolskie nastroje.
— Dlaczego?
A dlatego, ze każdy, kto przyjeżdża do Smoleńska otrzymuje informację od władz, że Smoleńsk był forpocztą walki państwa rosyjskiego z agresywnością I Rzeczypospolitej. Jeżeli tylko zaczyna się rozmowę o historii miasta, to każdy mieszkaniec mówi, ze jest to miasto rosyjskie.
— A czy zna Pan liderów z innych, niż wymienione, miast?
Jest jeszcze chyba pani Kic z Tallina, to jest kobieta energiczna, podtrzymująca kółko Polaków. Dotąd była prezesem, może teraz się co zmieniło. Tam jest niełatwa sytuacja, bo otoczenie jest estońskie i w tych konfliktach niełatwo jest prowadzić działalność. Któż jeszcze? Może pan Mincewicz, chyba działający w Wilnie. Też energiczny człowiek. Ale wielu szczegółów nie znam.
— A czy można mówić o skupiskach polskich w Rosji?
Tak, to Samara w okolicach Rostowa, Tomska, Nowosybirsk, Abchazja – to takie polskie wysepki na terenie Rosji. A też północny Kazachstan i tam Krasnoarmiejsk. Natomiast na Białorusi centrum życia polskiego mieści się w Grodnie, trochę Polaków jest w Mińsku.
— A tamtejsi liderzy?
W Mińsku działał pan Dmowski, ale wyjechał do Polski, teraz tam nie ma ciekawego lidera. W Grodnie pan Gawin, naturalnie, Chyba to pierwsza osoba wśród liderów ruchu polonijnego. I ze względu na sposoby działania i ze względów podtrzymywania tożsamości narodowej Polaków na Białorusi.
— Co to znaczy ze względów ideowych?
To znaczy, że jest on tak wielkim polskim patriotą, że na pierwszym miejscu stawia odrodzenie polskości na Białorusi. Walczy o polskość.
— Jakie cechy Polaków wywodzących się z terenów dawnej Rzeczypospolitej, którzy mieszkają obecnie na Litwie, Białorusi, Ukrainie?
Tamtejsza inteligencja wyjechała do Polski albo była deportowana do wschodnich regionów ZSRR, zatem sytuacja polskości w tych krajach jest dość tragiczna. Odradzanie się inteligencji, śmietanki towarzyskiej zaczyna się dopiero w obecnych czasach. Większość tych, którzy tam pozostali, to ludzie ze średnim wykształceniem i dlatego ich poziom ideowy i intelektualny jest niższy w porównaniu do lat przedwojennych.
— Ale proszę odpowiedzieć wprost, gdyby Pana zapytano: „Polak z Litwy, Białorusi, Ukrainy – jaki on jest?”
Myślę, ze jest człowiekiem inicjatywnym, o niezbyt wysokim poziomie intelektualnym, ale posiada poczucie polskości, patriotyzmu i gdy tylko pojawiają się hasła polskości, on na nie odpowiada.
— A jakie cechy Polaków zamieszkujących w Rosji, a więc nie na swych macierzystych terenach?
To można ujmować w różnych sensach. W sensie biznesowym, naukowym, działalności technicznej i ideowej.
— A w takim razie, gdyby miał Pan cechy Polaka mieszkającego na terenie Rosji z cechami Rosjanina. Jakie są miedzy nimi podstawowe różnice?
Wydaje mi się, że stopień przejawianej inicjatywy. Rosjanie są bardziej bierni.
— Które skupiska polskie są najbardziej aktywne?
W Petersburgu.
— A na drugim miejscu?
Moskwa, na trzecim prawdopodobnie Irkuck, dalej Smoleńsk, a dalej już nie wiem.
— Jaka jest pozycja Polaka w Petersburgu?
Może trzecia po Niemcach i Finach.
— A Rosjanie w takim układzie gdzie?
Niżej. Rosjanie oceniają się bardzo krytycznie.
— Jaka jest pozycja ekonomiczna Polaków?
Taka jak Rosjan, nie ma żadnej różnicy. Podobnie, jeśli idzie o pozycję kulturalną.
— Czy Polacy mogą uważać się za lepszych od Rosjan w dziadzienie kultury, czy też za takich samych?
Za takich samych.
— Jaki jest stosunek Rosjan do Polaków?
W Petersburgu nie ma złych nastawień do Polaków.
— A w innych miastach?
Mówiłem, że w Smoleńsku jest negatywne nastawienie do Polaków i co jest interesujące, na Uralu i w miastach nadwołżańskich. Tam Polak jest człowiekiem podejrzanym. To są jeszcze pozostałości sowieckiej propagandy. Zresztą te regiony są ciągle związane z tradycja komunistyczną.
— Czym jest dla Pana ojczyzna?
Dla mnie ojczyzną jest nie tylko Polska, ale cała Polonia. Czuję ciepło w sercu, kiedy rozmawiam z Polakiem niezależnie od tego, czy jest on z Chicago, z Ukrainy, czy z Kazachstanu. Zatem cały ten konglomerat, suma polskości na całym świecie jest moją ojczyzną, na pierwszym miejscu. Polska jako państwo jest w moim sercu na pierwszym miejscu. Na drugim znajduje się I Rzeczpospolita razem z Litwą, Ukrainą po Dniepr i razem z Białorusią.
— Wróćmy na chwilę do czasów po rewolucji, jaka wówczas była sytuacja Polaków?
Mogę tu oprzeć się tylko na opowieściach starszych osób i na tym, co sam wyczytałem. Po rewolucji pozostała reszta starej Polonii, ale w latach 1921–1922 większość wróciła do Polski. Zostali tylko Polacy związani sprawami rodzinnymi, jak na przykład mój ojciec, jak również Polacy związani z ruchem komunistycznym, którzy obawiali się powrotu do Polski. Wreszcie, pozostali Ci, którzy mieszkali na kresach I Rzeczypospolitej. Wielu z nich przyjechało do Petersburga.
— Czy mógłby Pan krótko przedstawić własna drogę życiową?
Urodziłem się w 1922 roku na granicy Charkowszczyzny i Donbasu, w miasteczku Rubieżnoje, nad rzeką Doniec. Były tam zakłady chemiczne, w których pracował ojciec. Był inżynierem, chemikiem, a matka ukończyła gimnazjum, a potem Instytut Ekonomiczny w Petersburgu. Ojciec po zajęciu Warszawy został w 1915 roku wywieziony razem z zakładami do Moskwy, a potem z tymi zakładami przesuwany coraz dalej. Mama pochodziła z polsko-litewsko-białorusko-niemieckiej rodziny, typowo kresowej, spod Brześcia. Dlaczego rodzice nie wyjechali do Polski, tego nie wiem, może dlatego, że w Polsce było wielkie bezrobocie. A tutaj ojciec miał mieszkanie, zajmował wysokie stanowisko zastępcy dyrektora. Zapewne dlatego nie wyjechał, choć można było to uczynić do 1924 roku. I został zamordowany w 1931 roku przez czekistów GPU.
— Dlaczego?
Jako Polak i jako agent. Wtedy w Donbasie odbył się wielki proces przemysłowców, taki holocaust wszystkich inżynierów w Rosji. Byli Polacy, Żydzi, Ukraińcy, byli też Rosjanie. W jego zakładach aresztowano trzydzieści osób, a zatrzymano tylko trzech – dwóch Rosjan i ojca. Aresztowanie miało miejsce w 1930 roku, a został rozstrzelany w maju 1931 roku. Prawdopodobnie jest pochowany w Piatichatkach koło Charkowa, gdzie było miejsce egzekucji dla obwodu charkowskiego. My wyjechaliśmy i ukrywaliśmy się w Leningradzie przez cały rok od śmierci ojca, bo baliśmy się, że spotka nas taki sam los.
— Kto podjął decyzję o wyjeździe do Leningradu?
Mama, ponieważ w Leningradzie mieszkała jej siostra. Tam poszedłem do szkoły. Od tamtej pory zaczęło się ukrywanie narodowości i przyczyn śmierci ojca. Musiałem pisać szkolną ankietę personalną w odpowiedniej wersji podając, że ojciec zmarł na ciężką chorobę.
— A jaką narodowość Pan podawał?
W dokumentach miałem napisane, że ojciec był Polakiem, a mama Białorusinką, wiec mnie zapisano jako Rosjanina. Kiedy zapytałem o to kapitana, ten powiedział” Chłopcze, bierz ten paszport” A był to rok 1938. W 1939 roku rozpocząłem studia na romanistyce w Uniwersytecie Leningradzkim. W roku 1941 rozpoczęła się wojna i związany z tym trudny do rozstrzygnięcia dylemat. Dla mnie i dla każdego Polaka sprawa była skomplikowana, po czyjej mamy być stronie. Mówiąc szczerze myślałem, że jakbym nie był Polakiem, to będąc w wojsku przeszedłbym na stronę niemiecką i walczyłbym w ich formacjach. Ale jako Polak nie mogłem tego zrobić, wiec zapisałem sie jako ochotnik do wojska 23 czerwca, ale mnie nie wzięto.
— Proszę, aby powiedział Pan, jak radziecka propaganda przedstawiała 1939 rok?
1939 rok był przedstawiany w takiej kolejności: na początku, to znaczy do 15 września przekazywano relacje i z Warszawy i z Berlina. Potem sytuacja się zmieniła i przekazywano relacje tylko z Berlina. 17 września rano, a był to słoneczny dzień, chyba poniedziałek, radio zaczęło informować, że Armia Czerwona weszła do zachodniej Ukrainy i Białorusi, aby ratować te narody oraz naród polski, ponieważ rząd i państwo polskie już nie istnieją. Ale my, Polacy, młodzież, słuchaliśmy meldunków z Londynu.
— Ilu Polaków mieszkało wtedy w Leningradzie?
Przed pierwszą wojną około stu tysięcy, a przed drugą około 20–30 tysięcy.
— Czy były wtedy jakieś osoby, które można byłoby nazwać nieformalnymi przywódcami Polaków?
Za moich czasów, nie. Rozmawiało się w cztery oczy, żadnych zebrań. Już każdy nawet 13-14-letni chłopak wiedział, że jak zbiorą się trzy osoby, jedna z nich może być konfidentem. Tak było w szkołach, zwłaszcza w starszych klasach.
— Czy przeżywał Pan blokadę Leningradu?
Tak. Sytuacja była taka, że Niemcy zamknęli okrążenie od strony Zatoki Fińskiej i Ładogi 8 września. Tego samego dnia było bombardowanie. Dziewiętnaście samolotów bombardowało magazyny, niszcząc pięćdziesiąt procent żywności. W końcu września zaczął się głód. Otrzymywaliśmy po trzysta gramów chleba. Nastroje były różne. Inteligencja, szczególnie żydowskiego pochodzenia, obawiała się Niemców. Masowe były wówczas nastroje antysemickie, tak, że Żydzi tworzyli ochotnicze oddziały. Na Uniwersytecie powstały wówczas Bataliony Robotnicze, do których i ja się zapisałem. Jednak przeciętny człowiek czekał na Niemców, naiwnie wierzył, że przyjdą Niemcy i wreszcie dadzą bułki i cukier. Pamiętam swoje rozmowy z ojcem przyjaciela. Powiedział: «Niech przyjdą Niemcy, więcej porządku będzie». Był prostym robotnikiem, piekarzem, uczestnikiem szturmu na Pałac Zimowy w 1917 roku. Potem wystąpił z partii, bo był trockistą.
— Ale takich poglądów nie głoszono publicznie?
No, w kolejkach.
— Kto właściwie podczas blokady bronił Leningradu?
Po pierwsze, Armia Czerwona, po drugie tworzona w szybkim tempie i złożona z rezerwistów, półochotnicza formacja zaopatrzenia, składająca się w znacznej części z uczestników walk o Moskwę w 1917 roku. Potem, wielką potęgą były trzy albo cztery dywizje wojsk wewnętrznych, NKWD, które się nie ujawniały. I jeżeli teraz czytamy o historii oblężenia, to znajdujemy ciekawy szczegół, że 10 września Żuków przyjechał ratować Leningrad i że on sformował te bataliony i formacje. Ale skąd w oblężonym Leningradzie pojawiły się trzy nowe dywizje? Komentarze są takie, że to właśnie było NKWD.A samo formowanie batalionów wyglądało tak, że na przykład zgoniono nas i mówiono, że wszyscy członkowie Komsomołu muszą iść tam a tam i zapisać się, a bezpartyjni także iść muszą. Jeżeli ktoś poszedł do ubikacji i zapomnieli o nim, to mógł uniknąć wcielenia do tych formacji.
— Jakie były dalsze losy Pana, Profesorze?
Przeżyłem najtrudniejszą pierwszą zimę, a potem byłem w szpitalu. Później ewakuowano mnie z resztkami Uniwersytetu do Saratowa, gdzie ukończyłem czwarty i piąty rok studiów. Do Petersburga wróciliśmy w 1944 roku. Obroniłem pracę i otrzymałem dyplom romanisty. Może pojawić się takie pytanie, dlaczego nie wstąpiłem do wojska? Do Saratowa przyjechałem w 1942 roku i zdałem egzaminy za trzeci rok. Czasy były ciężkie, głodne, więc zapisałem się do szkoły oficerskiej. W szkole nawet mi się podobało, szczególnie ćwiczenia na amerykańskich tankietkach. Koniec mojej kariery oficerskiej był taki, że wezwano mnie do kapitana, który powiedział: „Pan nie może być komandirem Czerwonej Armii”. Pytam: „Dlaczego?” „Co tam będę ci wyjaśniał, bierz swoje dokumenty i idź”. Poszedłem więc do Wojkomitetu, na szczęście żadnych dodatkowych formacji nie było i pomyślałem sobie, po co ja mam iść do armii. I dalej już żadnych ochotniczych posunięć nie uczyniłem. Skończyłem studia. W Leningradzie skończyłem aspiranturę i od 1948 roku byłem kandydatem nauk w Szkole Pedagogicznej. Później pracowałem w Mołdawii przez dwa lata, po czym wróciłem do Petersburga i pracowałem w Akademii Nauk. Następnie wróciłem do Szkoły Pedagogicznej, w której pracuję do dziś. Założyłem rodzinę w 1957 roku. Moja żona jest Rosjanką, z zawodu programistą. To jest moja druga rodzina. Pierwszą założyłem w 1949 roku, moja pierwsza żona była jeszcze studentką. Rozstaliśmy się w 1954 roku, nie było to udane małżeństwo.
— Dziękuję za rozmowę.
Sankt Petersburg, 26 maja 1993 r. Wywiad przeprowadził Jacek Leoński
|
|
|